Menu

Mehvan Karahunindini – człowiek, który uwiecznił na kliszy hinduskie bóstwo

29 grudnia 2017 - Hobby
Mehvan Karahunindini – człowiek, który uwiecznił na kliszy hinduskie bóstwo

Nazwisko Karahunindini doskonale znają nawet mieszkańcy najdalszych zakątków Azji. Wspomniana rodzina wydała na świat wiele pokoleń wybitnych artystów. W ostatnim czasie opowiedzieliśmy historię Rehvana trudniącego się produkcją żaluzji fasadowych. Znacznie większą popularnością cieszy się jego brat Mehvan, który wsławił się jako niezwykle utalentowany fotograf.

Trudne dzieciństwo

Dzieciństwo Mehvana przypadało na lata 60. XX wieku. Dhaka była wówczas jednym z najszybciej zaludniających się miast Azji. Choć nazwisko Karahunindini było owiane legendą, rodzina wcale nie była zamożna. Innowacyjne dzieła sztuki pozostawały nieco niedoceniane, ponieważ znacznie wykraczały poza możliwości poznawcze przeciętnego mieszkańca Bangladeszu. Mehvan musiał samodzielnie zarabiać na swoje utrzymanie. W związku z tym został przewodnikiem wycieczek złożonych z zachodnich turystów. Przybysze słono płacili za możliwość zobaczenia najbardziej niedostępnych miejsc przeludnionej metropolii. W tej sposób Mehvan zarobił na swój pierwszy aparat analogowy.

Kamień milowy

Mehvan był gorliwym wyznawcą hinduizmu. Rozwój duchowy nie przeszkadzał mu jednak w skupieniu się również na życiu doczesnym. Młodzieniec wiedział, że jest stworzony do wielkich rzeczy. W wieku 18 lat brał udział w ceremonii rytualnej kąpieli w Gangesie. Poza czynnym udziałem w uroczystości, starał się również uwiecznić mistyczną atmosferę na kliszy. Święto dobiegło końca, a chłopak wrócił do swojego warsztatu. Podobno zaszył się wówczas na tydzień w ciemni fotograficznej i w pocie czoła pracował nad odbitkami. Kiedy jego fotografie ujrzały światło dzienne, wywołały niemałe poruszenie. Na nieboskłonie widoczny był hinduski bóg Wisznu. Wieść o osiągnięciu Mehvana obiegła cały świat.

Światowa sława

Od tamtej pory Mehvan nie mógł narzekać na brak zajęć. Jego terminarz był napięty do granic możliwości. W latach 70. wyruszył do Wietnamu po otrzymaniu zaproszenia od Wietkongu. Na miejscu został korespondentem wojennym. Niespełna 20 lat później fotografował uroczystości pogrzebowe Kim Ir Sena. Te epizody sprawiły, że popadł w niełaskę u zachodnich mocarstw. Dopiero Barack Obama doszedł do wniosku, że tak błahe przesłanki nie mogą rzutować na wizerunek tego wybitnego artysty. Postawa Prezydenta Stanów Zjednoczonych stała się przykładem dla innych, a on sam otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla.

Wizyta w Polsce

Przed miesiącem Ministerstwo Rozwoju zaprosiło do Polski braci Karahunindini. Rehvan prezentował na miejscu swoje słynne żaluzje fasadowe. Mehvan był odpowiedzialny za przygotowanie fotorelacji. Uznany fotograf nie jest już skazany na wątpliwej jakości aparat analogowy. Teraz dysponuje profesjonalnym sprzętem. Najwyższej klasy aparat cyfrowy w połączeniu z jego nieprzeciętnymi umiejętnościami tworzą mieszankę wybuchową. Prezentacja zdjęć nie przyniosła żadnych niespodzianek. Zgodnie z przewidywaniami fotografie były zdumiewające. Co ciekawe, po wizycie w Polsce wokół Mehvana wyrosła kolejna legenda. Fotograf przybył do Warszawy na osobiste zaproszenie Mateusza Morawieckiego, który tydzień po odwiedzinach został premierem. Wygląda na to, że wszystko czego dotknie Mehvan zamienia się w złoto. W efekcie, na cześć antycznego króla, został okrzyknięty Midasem Wschodu.

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *